Trasa:
Dzień 1: Ustroń Polana - Stokłosica - Czantoria Wielka - Ustroń Zdrój
Dzień 2: na luzie, trochę połaziliśmy po Ustroniu
Dystans: ok. 25 km (pieszo - ogólnie przez 2 dni)
Hej!
Tym razem poniosło nas trochę dalej. W zeszłym tygodniu
postanowiliśmy skoczyć do Ustronia, dlatego oznaczyliśmy ten post jako
"góry", chociaż z wyprawą górską nasza wycieczka niewiele miała
wspólnego. Wstaliśmy o 5 rano i ruszyliśmy w drogę.
Tak wygląda człowiek jadący na urlop, czekający o 6 na przystanku:
A tak wygląda człowiek w pociągu o tak nieludzkiej porze jaką jest godzina 7 rano :)
Poranna gazeta i kawa na rozbudzenie i można ruszać w świat.
Po ok. 3 godzinach wysiedliśmy na stacji Ustroń Polana i od razu poszliśmy na Czantorię. Tak, poszliśmy. Przecież my byśmy nie skorzystali z wyciągu ;)
Problem w tym, że poszliśmy od razu z marszu, z płucami wciąż wypełnionymi naszym ciężkim Śląskim powietrzem. Oboje mieliśmy ciężkie plecaki, więc po pierwszych 200 m zaczęliśmy się dusić. Osaczyło nas za dużo tlenu.
Na szczęście nie trwało to długo. Po kolejnych kilkuset metrach się przyzwyczailiśmy.
Zakaz? A co tam, idziemy.
Nawet wdrapaliśmy się na wieżę widokową. "Odrobinkę" tam wiało.
Granica :) Na szczęście paszporty nie są już potrzebne.
Wszędzie same zakazy.
Zeszliśmy niebieskim szlakiem do Ustronia, znaleźliśmy pokój, zjedliśmy, zostawiliśmy rzeczy i ruszyliśmy pokręcić się po "mieście".
Bogowie pogody byli dla nas łaskawi. Nie tylko było słonecznie, ale i dość ciepło.
Trochę nas zdziwił ten obiekt w miejscu takim jak Ustroń. Przyznajemy, że brytyjskie budki telefoniczne mają swój urok. Ale... w Ustroniu?
Opuszczony hotel. Chcieliśmy wejść do środka, ale niestety chyba ochrona była w pobliżu.
Niestety następnego dnia pogoda była kiepska. Zrobiło się zimno i padało. Oczywiście to dla nas nie powód do siedzenia pod dachem, dlatego po nieprzespanej nocy, z uwagi na głośno i alkoholowo bawiących się sąsiadów, spakowaliśmy się i poszliśmy się powłóczyć.
Chyba lepiej byśmy się wyspali pod tym uroczym mostkiem:
Nowy dzień, nowe zakazy.
Mglisto i tajemniczo. Taką pogodę też lubimy.
Nie mogliśmy się powstrzymać.
Piękna pogoda na relaks w parku :)
Czas na obiad. Pyszna (i tania) pizza u Włochów. Pizzę faktycznie podali nam Włosi, ale piwo to ustępstwo na rzecz naszej polskiej kultury ;)
Ostatnie spojrzenie z dworca na zamglone "szczyty".
Trzymajcie się i do następnego postu :)

Miło oglądać stare i ulubione miejsca.
OdpowiedzUsuńPzdr tp
Miło oglądać stare i ulubione miejsca.
OdpowiedzUsuńPzdr tp
Miło oglądać stare i ulubione miejsca.
OdpowiedzUsuńPzdr tp
Miło oglądać stare i ulubione miejsca.
OdpowiedzUsuńPzdr tp
świetne zdjęcia, czekam na następną odsłonę
OdpowiedzUsuńDzięki!
OdpowiedzUsuń